niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 5. Cholera powinnam dostać Oscara....

*Ten rozdział dedykuje wszystkim komentującym.Dziękuje za opinie i wsparcie :) :)

Ku mojemu zdziwieniu drzwi  zostały otwarte przez młodszego Salvatore.
-Hej w czym mogę pomóc ?-zapytał uprzejmie lecz w jego oczach dostrzegłam podejrzliwość
-Cześć ,jest możne Damon ?-zapytam uśmiechając się
-Tak zaraz go zawołam- zapewnił  wskazując dłonią na wnętrze domu
Nie zaprosił mnie słownie co oznacza ze mimo braku zabezpieczeń sprawdza czy będę się wahać
 Odsunął się na bok bym mogla wejść ,przekroczyłam próg domu bez wahania dziękując grzecznie.
-Poznałeś już mojego gościa Stefanie ?-zapytał Damon wyłaniając się z korytarza.
-Nie nie miałem tej przyjemności -odrzekł patrząc na brata wzrokiem pt "co Ty knujesz Damonie?"
-Wybacz nie przedstawiłam się, jestem Bella-odezwałam się po chwili z uśmiechem
 Mam chronić obu braci,a spięcia miedzy nimi wcale nie pomogą.
-Stefan-przedstawił się podając mi rękę,po czym uśmiechnął się przyjaźniej.
Odwzajemniłam gest .

-Świetnie-Damon klasnął w ręce -skoro już się poznaliście pozwól że sobie pójdziemy 
Podniósł mnie niczym pannę młodą 
-Do widzenia bracie -powiedział ze swoim firmowym uśmieszkiem po czym ruszył w wampirzym tempie do swojego pokoju,ze mną na rękach
Postawił mnie na podłodze i chwycił trunek stojący na stoliku by następnie rozlać go do szklanek.
Podał mi jedną i wskazał gestem na fotel.
Usiadłam posłusznie.
-Możesz mieć zawroty głowy przez jakiś czas,ludzie nie osiągają takiej szybkości biegnąc-stwierdził obojętnie.
-Ok,czas zacząć role życia-pomyślałam zabierając się do "pracy"-Zacznijmy od....strachu,"ludzie nie osiągają takiej szybkości"....muszę się go bać- wykalkulowałam szybko
-Ja Ty....-zapytałam po czym obdarowałam go przerażonym spojrzeniem -Kim ...kim Ty jesteś?-drżałam lekko obmyślają plan ucieczki.
-Bo to robią zazwyczaj ludzie prawda....?-zastanawiałam się w myślach-Uciekają łudząc się że mają jakieś szanse-dodałam układając w głowie schemat pt "jak zachował by się człowiek?"
-Jestem wampirem-powiedział oczywistymi zarazem beznamiętnym tonem
-To...nie nie możliwe-jęczałam-wampiry nie istnieją-wstałam z fotela cofając się w stronę drzwi.
Damon stał plecami do mnie.
-Nie radził bym Ci tego robić-stwierdził-I tak Cie dogonię-powiedział wpatrując się w swoją szklankę bursztynowego trunku.
Starałam udawać drgawki,moja mina cały czas malowała się przerażeniem.
Otworzyłam drzwi i zaczęłam  biec w tempie odpowiednim dla człowieka.
Gdy dotarłam do drzwi wejściowych ,otworzyłam je zamaszystym ruchem. Postać Damona pojawiła się przede mną znikąd.
Najstarszy wampirzy trik.
-Mówiłem-stwierdził  wgryzając mi się w szyje.
Naszyjnik ukrył zdolność samoleczenie oraz zmienił smak mojej wampirzej krwi,jednak dalej pozostawałam nieśmiertelna.
-Nic mi nie będzie-pomyślałam  po czym ogarnęła mnie ciemność.
Straciłam przytomność.

Obudziłam się leżąc na łóżku Salvatora,w ustach czułam cudowny smak krwi.
Nie była to krew ludzka, Damon musiał podać mi swoją by uleczyć ranę na szyi.
-Szyja....-pomyślałam-naszyjnik!-sprawdziłam ręką czy wciąż go mam,cale szczęście był na swoim miejscu
-Dzień dobry Księżniczko-usłyszałam głos koło ucha.
Brunet leża koło mnie.
Drgnęłam.
-Proszę nie krzywdź mnie-wyjąkałam-Cholera powinnam dostać Oscara -stwierdziłam w myślach odsuwając się jak najdalej od wampira
-Daj spokój-przewrócił oczami-Już raz próbowałaś uciekać i co ci z tego?-zapytał kpiącym tonem.
Nim zdążyłam mrugnąć w wampirzym tempie znalazł się koło mnie ,patrząc mi głęboko w oczy.
-Super-zironizowałam w myślach-Czemu nie pomyślałam o tym żeby grać człowieka posiadającego werbenę ?!-kpiłam z  własnej głupoty-Choć z drugiej strony gdyby zioło zetknęło się z moją skórą ,zdradziłabym się od razu-Moje  rozmyślenia przerwał głęboki głos  bruneta
-Nie będziesz się mnie bała-mówił
-Nie będę się ciebie bała-powtórzyłam niczym zombie
-W pełni zaakceptujesz to kim jestem-patrzył mi w oczy nieprzeniknionym wzrokiem
-W pełni zaakceptuje to kim jesteś-odezwałam się beznamiętnym głosem
-I nikomu nigdy nikomu nie powiesz
-Nigdy nikomu nie powiem
-Świetnie-stwierdził uśmiechając się z satysfakcją
Następnie pocałował mnie namiętnie ,nie musiałam grać uległości.Po prostu zatraciłam się w tym pocałunku.Wiedziałam jednak że jestem jedynie pocieszeniem,zabawką.
Potrzebował kogoś po pożegnani się z Elizabeth.... czyli w sumie po pożegnaniu ze mną.Nasza historia przypomniała te za które można zostać uznanym za niezłego pisarza lub niepoczytalna osobę..
 -Nawet nie wyobrażasz sobie jak dobrze będziemy się bawić-wyszeptał całując mnie po szyj.
Tym  razem obyło się bez gryzienia.
 -Dobrze księżniczko-odezwał się przerywając pocałunki- A teraz pójdziesz do domu i spotkamy się wieczorem-stwierdził wstając z łóżka
-Wieczorem....przecież teraz jest-spojrzałam za okno ,było całkowicie  jasno-O mój Boże ile spałam?-zapytałam zaskoczona
-Sześć może siedem godzin-stwierdził mierząc mnie wzrokiem-Powinnaś się przebrać-odezwał się po chwili rozpinając guziki swojej czarnej koszuli.Podszedł do mnie i bez zahamowań ściągnął ze mnie t-shirt ,nie stawiłam oporu.Nie mogłam,dzisiaj ....a raczej  wczoraj w barze" zauroczył "( no przynajmniej myślał że zauroczył) mnie bym była mu posłuszna.
Wyrzucił w kąt poplamiony krwią podkoszulek i ubierając mi swoja koszule dotykał palcami mojego pół nagiego ciała.
Zapinając guziki ocierał rękami krawędzie koronkowego stanika,robiąc wszystko bardzo powoli.Gdy skończył popatrzył mi głęboko w oczy.Po czym otworzył drzwi i puścił mnie przodem.

Wchodząc do salonu natknęliśmy się na Stefana ,zmierzył on wzrokiem Damona po czym mnie zatrzymując wzrok na mojej szyi,jednak nic nie dostrzegł.Starszy Salvatore zadbał o to gdy spałam.
-Więc do wieczora -powiedziałam odwracając się przodem do bruneta
Przyciągnął mnie do siebie całując namiętnie na pożegnanie po czym po raz drugi tego ranka otworzył mi drzwi.
-Do zobaczenia piękna-rzucił do mnie kluczyki,złapałam natychmiast-To ten niebieski
Moja twarz wyrażała zdziwienie.
-Jesteś za ładna by iść pieszo do domu w tym stroju-mrugnął do mnie po czym machają zamknął drzwi.
Wsiadając do niebieskiego kabrioletu Damona, czułam się dziwnie.
Wrzucając bieg odjechałam do domu.
Musiałam obmyślić plan.

-Kolejna zauroczona dziewczyna-stwierdził Stefan obserwując uważnie Damona
-Ile dasz jej pożyć,co  bracie?-zapytał młodszy Salvatore
-Tym razem pobawię się trochę dłużej -stwierdził brunet z kpiącym uśmieszkiem
-Oh czyżby kolejna Andie Star* ? -blondyn nie dawał za wygraną-Tyle że ta ma więcej zalet-ciągnął młodszy Salvatore
-Nie mam pojęcia o czym mówisz- zapewnił niebieskooki siadając na jednej z kanap
-No wiesz-pochylił się wampir by oprzeć łokcie na kolanach-Jest ładna,seksowna,nowa w mieście,wygląda całkiem jak Elizabeth-wymieniał patrząc na brata.
-Pijesz do czegoś?-zapytał Damon
-Nie,po prostu zastanawiam się czy zauważyłeś to "lekkie podobieństwo"-zironizował ostatnie dwa słowa
-Nie zabijam ludzi , żywię się tylko nią.Więc rób co chcesz ale jeśli ją zabijesz,w Mystic Falls kolejne "zwierze" zaatakuje-zagroził niebieskooki  z  poważna miną
-Torturuj się ile chcesz przeszłością Damonie,nie obchodzi mnie to-stwierdził Stefan robiąc obojętną minę
-W porządku -uśmiechnął się Damon ucinając rozmowę,po czym niewzruszony opuścił pomieszczenie.



 Leżałam na łóżku obmyślając plan.
-Jak mam grac zauroczona jednocześnie chroniąc  braci i cała resztę ?Do tego muszę obserwować Bonnie i Marco....-zachodziłam w głowę-Tylko jak by to...wiem Boże wiem!!-stwierdziłam stając na równe nogi.


   Wybrałam z  komórki dwa numery,po czym klikając guzki "konferencja ",przyłożyłam urządzenie do ucha.
 Odebrali niemal w tym samy czasie.
-Char ,Markus musicie mi pomóc....


*Andie Star -była zauroczona  dziewczyna Damon* :)
Czytanie=Komentowanie :)




sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 4. Nie potrzebowałam zaproszenia,w domu nie mieszkał nikt żywy....

Wejście do snu innego wampira wbrew pozorom, wcale nie należało do rzeczy najłatwiejszych.
Przed wizytą w domu Salvatorów ,opróżniłam łapczywie dwie torebki krwi.
-Tyle powinno wystarczyć-pomyślałam wyrzucając do kosza opróżnione torebki-Dam radę-przekonywałam się.
-Musze dać-po tych słowach,cicho szepniętych do siebie w wampirzym tempie udałam się na wschód.
Do domu braci.

Nie potrzebowałam zaproszenia,w domu nie mieszkał nikt żywy.
Bo powiedzmy sobie szczerze,nie do końca zaliczamy się do tzw "ludzi". A raczej kompletnie się do nich nie zaliczamy.
Weszłam przez drzwi wejściowe które ku mojemu zaskoczeniu  nie były zamknięte.
-Idioci-parskałam pod nosem,z lekkim uśmiechem.
Po krótkich poszukiwaniach,znalazłam pokój starszego Salvatore.
Spał spokojnie.Zasnął w ubraniu,na środku łoża.
-Ktoś tu miał ciężki wieczór-pomyślałam czując woń alkoholu-Ok,zaczynajmy-westchnęłam krótko po czym położyłam się obok Damona i chwytając go za dłoń,weszłam w jego umysł.
W  prywatną krainę snu.

Sen Damona.

Otwierając oczy nie widziałam już spokojnego profilu wampira.Znalazłam się w ciemnym pokoju z zasłoniętymi zasłonami.
Było to mieszkanie Damona.Znajdowałam się w Chicago,lecz samego Salvatore w nim nie było.
Zamknęłam oczy i skupiłam się z całych sił na osobie wampira.
Gdy ponownie je otworzyłam znalazłam się w altance.
Wyjrzawszy za barierkę zobaczyłam chłopaka siedzącego na polanie.
W białej koszuli, z burzą rozczochranych loków.
Sekundę później znajdowałam się tuż za jego plecami.
-Panie Salvatore-zawołałam,odwrócił się niezwłocznie -
Czemuż siedzi Panicz na ziemi ?-zapytałam

-Panienka wybaczy,nie wiedziałem o obecności Panienki-powiedział kłaniając się
Nie był świadomy tego że śni,musiałam w jakiś sposób to zmienić.
-Nic nie szkodzi -powiedziałam-Nie przeszkadza mi to,przecież nie żyje-uśmiechnęłam się lekko
-Ty....-Szepnął Salvatore odzyskując jasność umysłu-ja śnie-zacisnął dłoń w pięść-Ciebie tu nie ma-powiedział wpatrując się w przestrzeń.
-Wypraszam sobie-podniosłam żartobliwie głos-Jestem tu tak samo jak tu panie "pozjadałem wszystkie rozumy" ble ble ble-wybuchłam śmiechem by chwile później pstryknąć palcami i przenieś nas do baru czarownicy Glori.
Nasze stroje się zmieniły no "nieco" bardziej nowoczesne.
Siedzieliśmy przy stoliku,sami w całym lokalu.
-Co znaczy "jestem tu" ?-zapytał podejrzliwie
-No cóż....-nalewałam trunku znajdującego się na stole do szklanek-jakby to delikatnie....jestem duchem-stwierdziłam jakby to była najnormalniejsza  rzecz na świcie.
-I weszłaś do mojego snu ?-Zapytał sceptycznie
-Myślałeś o mnie,więc-wykonałam teatralny gest rękami-O to jestem-uśmiechnęłam się
-Pij-powiedziałam-To może być momentami ciężka rozmowa-dodałam przechylając naczynie by pochłonąć  trunek duszkiem.
Jednak Damon nie ruszył się ani o milimetr.
Pomyślałam że poczuje się raźniej gdy pojawią się inni ludzie.
Sekundę później bar był pełen gości .
Salvatore nawet nie kiwnął palcem w stronę szklanki.
-Uparty jak zwykle-wymamrotałam po nosem-Potrzebujesz mnie  teraz jasne ? Wiem o tym tak jak i Ty .Ale nie mamy za dużo czasu więc lepiej się streszczaj-dodałam polewając sobie jeszcze.
Gdy nagle butelka Whisky zmieniła się w wodę mineralną.Damon musiał może nawet nie świadomie 
zamieć  alkohol  w butelkę mineralnej.
-To o czym pomyślisz staje się tu rzeczywiste wytłumaczyłam spoglądają na jego zdezorientowaną minę-No wiesz jesteśmy w śnie-powiedziałam powoli gdy jego wyraz twarzy pozostał niezmienny
-Eh nie ważne - powiedziałam  spoglądając na mineralną,po czym nalałam ją sobie do szklanki

Niespodziewanie sceneria się zmieniła,leżeliśmy na kocu
po środku naszej polany.

Trzymając się za ręce.
Niestety nie mogłam poczuć jego dotyku.
-Zmiana krajobrazu-zapytałam odwracając się do niego twarzą.
Tym razem zostaliśmy w nowoczesnych ciuchach.
-Pomyślałem że ta będzie - wahał się - odpowiedniejsza- zakończył.
-Więc...?-Zapytałam 
-Mam kilka pytań-zaczął ważąc niemal każde słowo.
-Strzelaj-powiedziałam-Tylko nie we mnie-puściłam mu perskie oko,starają się rozluźnić nico atmosferę.
Niestety na marne.
-Naprawdę tu jesteś ?-zaczął patrząc mi głęboko w oczy
-Tak-odpowiedziałam
Ścisnął lekko moją dłoń,jakby upewniając się że mówię prawdę.
-I...jesteś duchem?-zapytał nie pewnie,ten ton zupełnie do niego nie pasował
Seksowny Damon Salvatore nie pewny?Ciekawe zjawisko....
-Z krwi i kość-zażartowałam
-Przyszłaś bo myślałem o tobie?
-Dokładnie tak -odpowiedziałam.
Zmiana scenerii,ganek w pensjonacie Salvatorów.
Siedzimy na drewnianej huśtawce.
-Elizabeth?-usłyszałam koło ucha
-Tak?-zapytałam drżącym głosem
Wciąż trzymaliśmy się za ręce,bujając się lekko na huśtawce.
-Nie mogę uwierzyć że tu jesteś-powiedział kierując moją twarz ku swojej 
Uśmiechnęłam się ciepło głaszcząc go po policzku.
-Więc...-powiedziałam zabierając rękę z twarzy Damona.
-Pytaj dalej,mów co chcesz-uśmiechnęłam się po raz kolejny-Po to tu jestem-odchyliłam głowę do tyłu .
Chwila ciszy,która wydawała trwać się w nieskończoność.
-Wiesz kiedy umarłaś,ja....-mówił patrząc w niebo-nie mogłem uwierzyć że Cię nie ma...nie mogłam....nie chciałem się z tym pogodzić-spojrzał w moje oczy.
-Myślę-zaczął-Myślę że zaczynałem Cię kochać.Chciałem abyś była tylko moja na zawsze..A potem ..potem mój ojciec poinformował mnie o twoim wypadku-robił kółka kciukiem na mojej dłoni.Wiedziałam o tym mimo że nic nie czułam.
Nie zachowywał się teraz jak Damon Salvatore,seksowny podrywacz.
Teraz był po prostu Damonem,szczerym,wyznającym swoje uczucia  facetem.
Wiedziałam doskonale że pozwalał sobie na to tylko i wyłącznie ze względu na sen.
Ze względu na to  że jestem już całkiem martwa.Przynajmniej on myślał że jestem.
-Byłem człowiekiem,naiwnym i żałosnym-skrzywił się
-Nie prawda Damonie-zaprzeczyłam-Spójrz na mnie-poprosiłam lekko odwracając jego twarz.
-Nigdy nie byłeś żałosny-zaczęłam szczerze-Uczucia nie są oznaką słabości lecz siły-dodałam 
Prychnął
-Może w świecie duchów-odezwał się kpiarskim tonem-Czasy się zmieniły Elizabeth-skończył szorstko
-No cóż-powiedziałam-Może porostu tego nie rozumiem-Wzruszyłam obojętnie ramionami
Kłótnia nie miała sensu. 
-Zaraz się obudzisz-powiedziałam wyczuwając zmianę atmosfery-Mamy kilka minut-dopowiedziałam
Spojrzał na mnie z rozczarowaniem.
Zmiana scenerii,mieszkanie w Chicago
-Przyszłam się pożegnać Damonie-odezwałam się słabym głosem-To nasze pożegnanie-pojedyncza łza spłynęła mi po policzku .
-Już nigdy się nie spotkamy....prawda?-Zapytał bez emocji
-Nie..nie spotkamy się-odpowiedziałam
-Ile czasu nam zostało ?-Wpatrywał się w podłogę.
-2 minuty-stwierdziłam 
-Więc mam czas by zrobić to-stwierdził przyciągając mnie do siebie i całując.
D


 W tym momencie przestałam myśleć,przyciągnęłam go do siebie opierając się o ścianę.Dzięki moim wysokim butą byłam mniej więcej na wysokość jego ust.
Nie czułam jego dotyku,nie było mnie  tu cieleśnie.Jednak czułam ciepło ogarniające moje serce.
Gdy pocałunek się  skończył ściągam pierścionek z lewej dłoni i podałam Damonowi.
-To tylko sen -wyszeptałam-Ale naprawdę tu byłam,daj to dziewczynie którą pokochasz-powiedziałam wciskając mu srebrny pierścionek w rękę.
-Do widzenia Damonie,zawsze będę Cię kochać-wyszeptałam po raz ostatni i składając delikty pocałunek na jego ustach,wyszłam z jego umysłu.

Koniec snu

Zanim  ruszyłam do drzwi spojrzałam po raz ostatni na Damona.
By następnie odwiedzić bar.
Zdecydowanie potrzebowała drinka.


Damon obudził się zaledwie sekundę po wyjściu Elizabeth.
Pamiętał każdy szczegół swojego snu,otwierając zaciśnięta pięść dostrzegł w niej pierścionek.
Małą srebrną błyskotkę która ostatecznie przekonała go o prawdziwości snu .
Elizabeth tu była,przyszła się z nim pożegnać.
To była ich ostatnia rozmowa.
Wyłączywszy uczucia Salvatore udał się do baru....na małe polowanie.

Elizabeth topiła smutki w martini.
-Więc to koniec-pomyślała Elizabeth -ostatecznie pożegnała się z Damonem-stwierdziła obracając się tyłem do baru.
-Udało się-stwierdziła-Więc czemu się nie cieszę?
Rozglądnęła się po barze,koło stołu bilardowego stała Bonnie wraz z Caroline oraz Stefanem.
Wszyscy bezpieczni,dzięki Bogu blondynka nie miała się na razie o co martwić.
 -Podać coś jeszcze ?-zapytał znajomy jej głos
Powoli obróciła głowę.Za barem stał Matt prawdopodobnie zastępując chwilowo kolegę barmana.
-Cholera- przeklinała w myślach-Ok,uśmiech na twarz i jedziemy z Bellą.
-Nie dziękuje-powiedziała uśmiechając się promiennie

Matt pokiwał głową,zdziwiony nagłą zmianą nastroju dziewczyny po czy odszedł kawałek ścierając blat.
Dziewczyna westchnęła z ulgą ,ostatnie na co miała ochotę to wymyślanie kłamstwa na poczekaniu.
To oczywiste że gdyby spytał co się stało nie powiedziała by mu prawdy.
-Ciężki dzień?-zapytał znajomy głos koło ucha.
-Nawet bardzo-odparła starając się brzmieć naturalnie,koło niej nie usiadł nikt inny jak Damon Salvatore we własnej osobie,a wraz z nim jego seksowny ironiczny uśmieszek.
-Nie poznaliśmy się oficjancie-zauważył Salvatore-Jestem Damon-wziął jej dłoń by złożyć na niej delikatny pocałunek.
Był to jego stary trik,zawsze działający na kobiety.
-Miejscowy Playboy co ?-Zapytała wcielając się w rolę Panny Smith-Jestem Bella-powiedziała gdy
wampir puścił jej rękę.
-Przepiękne imię piękna*-odpowiedział Salvatore- Tak więc Bello -popatrzył jej w oczy
-Od dziś będziesz mi posłuszna-starał się ją zauroczyć
-Jasna cholera-pomyślała niebieskooka,nie pozostało jej nic innego jak udawać uległość.
-Od dziś będę Ci posłuszna-odpowiedziała głucho,udając zauroczoną
-Podasz mi swój numer i kiedy zadzwonię spełnisz każdą z moich próśb
-Spełnię każdą z twoich próśb-powtórzyła 
-A teraz zapomnij o tej rozmowie-zakończył odwracając wzrok
-Wiesz co?-powiedziała blondynka-Dam Ci mój numer-napisała liczby na serwetce długopisem wyjętym z torebki i podała wampirowi.
-Świetnie-odpowiedział Salvatore z firmowym uśmiechem.

Gdy jej telefon zadzwonił kilka godzin  póżniej niemal natychmiast udała się do domu Salvatorów.
-Coś czuje że to będzie przedstawienie mojego życia-powiedział w myślach-Mam przejebane-dodała cicho wzdychając by za chwilę zapukać w drewniane drzwi.



*Bella* po włosku piękna,ładna .
Czytanie=Komentowanie :) :)



piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdzial 3.Mam jakiś dziwny zwyczaj wybierania kobiet które mną manipulują.... albo umierają

Pijany Damon zataczał się przed drzwiami pensjonatu.Dzisiejsze spotkanie  z dziewczyną podobną do  Elizabeth w barze nieźle dało mu w kość.
Wiedział że jego przyjaciółka umarła ponad sto lat temu,w czasach gdy był jeszcze człowiekiem.
Jednak przez sekundę ,jeden ułamek chwili, gdzieś głęboko w środku jego martwego serca poczuł szczęście na widok blondynki.
Które zniknęło równie szybko gdy dziewczyna okazała się  być kimś innym. Salvatore chwiał się lekko  kroczac korytarzem pensjonatu.Kiedy wreszcie znalazł się w swoim pokoju ,równie zmęczony jak i  pijany, opadł ciężko na łóżko.
Wspomnienia i uczucia które zostały dziś w nim rozbudzone nie dawały mu spokoju.
Najpierw kłótnia Caroline i Bonnie w której urocza blondynka musiał wspomnieć o Elenie..
Jego Elenie.
-Mam jakiś dziwny zwyczaj wybierania kobiet które mną manipulują.... albo umierają -mrukną sam do siebie.
-Mógłbym uratować Elenę-zadręczał się w myślach mamrocząc-gdybym tylko bardziej jej pilnował.Gdybym wiedział że będzie na tyle głupia by wyjść z domu samotnie-pomrukiwał do siebie Salvatore
Przytłoczony i wściekły na siebie wampir uderzył pięścią w materac,przykładając poduszkę do twarzy.

Panna Gilbert została zabita przez wampira.Była przypadkową ofiarą.
Każda inna dziewczyna mogła przechodzić tą uliczką   tej felernej nocy.Gdy jakiś wygłodniały krwiopijca wybrał się na polowanie.Ale to nie była inna zwykła dziewczyna,to była Elena.

Salvatore już nie rzucał się po łóżku,nie wymyślał planu zemsty na dupku która zabił jego ukochaną.Teraz po prostu leżał na plecach,tępo wpatrując się w sufit.W tej chwili doszło do niego że
Elena naprawdę nie żyje.Że już nigdy jej nie zobaczy.Przed oczami miał jej uśmiech.
Wyraz twarzy kiedy się złościła.Ich spacer po ogrodzie.Błysk w oczach podczas oglądaniu stary zdjęć Salvatorów.Nie miał pojęcia kiedy dorwała ten album.
Uśmiechnął się nieznacznie na to wspomnienie,
Nie chwila..
-To nie Elena oglądała albumy-przypomniał sobie- to Elizabeth!-poruszył się nieznacznie na to wspomnienie.
Kiedy zastąpił myśli o Pannie Gilbert , myślami o przyjaciółce z dawny lat?
Czemu łza zakręciła się w jego oczach na wspomnienie o Elizabeth a Eleny ?
Czemu porównywał brązowe oczy szatynki z błękitnymi oczyma Panny Wiliams?
 Nie miał już pojęcia co robi.
-To przez alkohol-bełkotał do sobie-to Elene kochałem-dopowiadał w myślach mrucząc coś pod nosem- Nie Eliza-przekonywał się
-A z resztą to  nie ma znaczenia-wymamrotał zapadając w sen-Nie żyją .Obie mnie zostawiły-dodał po czym oddał się objęciom Morfeusza

Elizabeth leżała na łóżku w pokoju na piętrze.W starym pokoju Eleny Gilbert.
Przed oczami miała twarz Damona,przez niego niemal kompletnie zapomniała o swojej misji.
Wstała z łóżka i otwierając klapę na suficie weszła na strych.Znajdowały się w nim rzeczy przeróżne od maskotek po starą kanapę obwiniętą zielonym kocem. Była tu nawet pościel.Szybko doszła do wniosku że Elena i jej przyjaciółki prawdopodobnie przesiadywały tu plotkując,wywnioskowała to po ich wspólnych zdjęciach oprawionych w ramki i stosach czasopism dla nastolatek piętrzących się w koncie.Była pewna swojej racji gdy na drewniane belce zobaczyła wyryty napis,prawdopodobnie jakimś kuchennym nożykiem.Napis głosił :
C+B+E=Sisters 4ever
12.07.2010 rok

-Ok zaczynamy-powiedziała do siebie niebieskooka stając przed jedną z pustych ścian.
Wszystkie informacje które zebrali ludzie pracujący dla niej były w dwóch pudłach.Otworzyła pierwsze z nich i na ścianie znajdującej się nad łóżkiem powiesiła pierwsze zdjęcie.A na owym zdjęciu czerwonym mazakiem napisano imię nazwisko i status osoby.Statusy były to szczegółowe informacje na temat tego co Eliza ma za zadanie zrobić z dany osobnikiem .Wampiry podpisywano czerwonym markerem,ludzi czarnym a wiedźmą przypadła zieleń .
Po pół godzinie roboty cała ściana była obklejona zdjęciami oraz zebranymi informacjami . Zmęczona blondynka położyła się na kanapie opierając nogi o ścianę.
 -Skończone ,nareszcie- westchnęła- Przeanalizujmy wszystko jeszcze raz-niechętnie podniosła się i uklęknęła na zielonej sofie.
Wzięła do ręki kolorowe pineski i popatrzyła na zdjęcia znajdujące się na ścianie.
 Na pierwszym zdjęciu widniała uśmiechnięta blondynka,Caroline Forbes.Po jej imieniem napisano grubymi literami słowo  chronić.To jedyne zdjęcie na którym status został podkreślony.
-Dziwne-pomyślała wampirzyca przypinając do zdjęcia niebieską pineskę.
  Następnie Matt Donovan, chronić .Kolejne fotografie ,Stefan Salvatore oraz Damon Salvatore.Wstrzymałam oddech nim zerknęłam na status przy ostatnim zdjęciu.
                                                       Przy obydwu napisano chronić.
Odetchnęłam z ulgą przypinając niebieskie pineski do zdjęć.
- Czemu mam za zadanie chronić wampiry?-Zastanawiałam się
Odganiając myśli już  nieco uspokojona popatrzyłam na kolejne fotografie.
Marco Romono głosił napis,obserwować.Następnie Bonnie Bennett ,obserwować Katharine Pirce ,obserwować.
-Mam obserwować Katharine ?-Zmarszczyłam nos-No cóż to będzie dopiero ciekawe- prychnęłam
Poznałam się z Kath w NY w latach 80 ,zaprzyjaźniłyśmy się jednak nasze drogi szybko się rozeszły.Jednak co Katharine ma wspólnego z tak małym miasteczkiem?
Nie mam zielonego pojęcia.

Siedząc w kuchni ,popijając kieliszek krwi zastanawiałam się co by tu zrobić z Damonem.
Skoro mam go chronić nie może nawet przez sekundę mieć wątpliwość co do mojej osoby.
Musze być dla niego Bellą.Tylko co zrobić aby stuprocentowo go przekonać?
I właśnie w tym momencie przypomniała mi się nasza rozmowa.
Ale nie ta z baru kilka godzin wcześniej.
Dialog  który prowadziliśmy na polanie ,tuż przed moją "śmiercią".
Jego zdaniem,ostatnie chwilę ze mną.

 Mystic Falls
Lato 1860 rok
*Cztery lata przed Katharine*

-Czemuż Panience tak śpieszno Panienko Elizabeth ?-zapytał ze śmiechem Damon.
-Och Paniczu Salvatore czyżby Panicz za mną nie narządzał ? -przekomarzała się blondynka.
Szli szybkim krokiem przez las znajdujący się nieopodal willi Salvatorów.
-Oj nie wypada mi mówić Panience że prześcignął bym ją na jednaj nodze z rękoma za plecami-powiedział udając poważny ton starszy Salvatore.
-Oczywiście że nie wypada-odwróciła się Eliza- Przecież gdyby Panicz tak uczynił i powiedział mi te słowa....Skłamałby Pan-odgryzła się-A Paniczowi nie przystoi okłamywać damy nieprawdaż  ?-unosiła wysoko głowę patrząc mu w oczy.Z cały sił starała się nie wybuchnąć śmiechem.
-Ależ oczywiście że nie moja Pani-ukłonił się brunet-gdzież bym śmiał- dodał poważnie.
Po czym oboje wybuchnęli śmiechem.
- Widzę że humorek dziś dopisuje Panienko Elizabeth-oznajmił z uśmiechem niebieskooki
-Proszę bez Per Panno Damonie już jesteśmy sami-uśmiechnęła się przyjaźnie
Na co brunet wpatrując się w nią niczym w najpiękniejszy kwiat odpowiedział lekkim uśmiechem.Jednym z tych szczególnych uśmiechów.Przeznaczonych tylko dla niej.
-A humor-dokończyła Eliza-rzeczywiście dopasuje mi,mniemam iż to przez jakże doborowe towarzystwo-mrugał do niego przyjaźnie.
-Cała przyjemność po mojej stronie- ukłonił się nisko wygłupiając się.
-Och chodziło mi bardziej o to towarzystwo-powiedziała wskazując wiewiórkę siedzącą pod drzewem.-Jest taka śliczna że jej towarzystwo od razu sprawia mi radość-dodała.
Było oczywiste że żartuje.Uwielbiał jej poczucie humoru.
-Huncwot z ciebie Panie..-zatrzymał się widząc wyraz jej czujnych oczu-Znaczy Elizabeth.
Istny huncwot z ciebie moja droga Elizabeth.
-Och dziękuje Damonie,to najmilszy komplement jaki usłyszałam- zakręciła się kilkakrotnie do przodu śmiejąc się przy tym w głos..
I właśnie wtedy weszli na polane.


 Gdy rozłożyli spory koc oraz otworzyli przygotowany przez służbę kosz z jedzeniem,wrócili
do rozmowy.
-Miałam dziś straszny sen Damonie -powiedziała blondynka kładąc się na kocu.  
- A jakiż to był sen Elizabeth?-zapytał brunet kładą się obok niej,miał zmartwiony wyraz twarzy.
-Śniła mi się moja ciotka Maria -zaczęła opowieść wampirzyca-Stała w lesie i przepraszała mnie za wszystko.Za to że mnie opuściła-opowiadała dalej patrząc w niebo.
-I gdy powiedziała żegnaj.... stało się coś dziwnego-zmarszczyła nos-Znikła.Po prostu znikła Damonie-odwróciła się twarzą do niego.Popatrzyli sobie w oczy,dostrzegła w nich ciepło które ogarneło ją od czubka głowy aż po końce palców.Odwróciwszy głowę w stronę niebo skłonu ,mówiła dalej.
-Znikła a ja zostałam sama,całkowicie sama- kontynuowała opowieść .  a do jej oczu napłynęły łzy-Czułam się jak ostatnia osoba na świecie.....a potem..a potem  pojawili się wszyscy moi bliscy-przerwała ocierając płynącą po policzku pojedynczą łzę.Właśnie w tym momencie poczuła jak jego silna dłoń odtyka jej palców by za chwile spleść je ze swoimi.

 *Zmiana narracji*
 Odwróciłam głowę by spojrzeć w jego oczy.Zobaczyłam w nich to co zawsze widzę.Ciepło,otuchę i coś jeszcze, ten tajemniczy błysk.
-Byli tam moi rodzice,siostra,ciocia Maria nawet znów się pojawiła-próbowałam uśmiechnąć się lekko na co Salvatore uścisnął lekko moją dłoń. Popatrzyłam na niego z wdzięcznością.Tak dobrze się uczułam w tym momencie.Pragnęłam by już nigdy nie puszczał .
Westchnąwszy  kontynuowałam.
-I w chwili gdy próbowałam do nich podejść ....zniknęli-spuściłam wzrok przypatrując się guzikom jego kamizelki-Uklękłam płacząc,aż poczułam czyjąś obecność,podniosłam głowę -spojrzałam ponownie tego popołudnia w jego oczy-pojawiłeś się Ty-dokończyłam a on uśmiechnął się lekko.
-Podałeś mi rękę a kiedy ją przyjęłam i podniosłam się-ścisnęłam jego dłoń- zniknąłeś-łzy leciał mi teraz strumieniami
-Po prostu zniknąłeś-płakałam już bez oporów, próbowałam wyślizgnąć rękę z jego uścisku by  zasłonić zapłakana twarz.Lecz nie pozwolił mi na to,mocniej splatając nasze palce.
Po czym przyciągnął mnie do siebie bym położyła głowę na jego piersi.I bez słowa,przytulił mnie.
To był pierwszy raz i ostatni raz gdy byliśmy tak blisko siebie.Pierwszy raz gdy mnie przytulił.
-Myślałam o nich dużo wiesz?-powiedziałam przez łzy wtulając się mocniej w jego klatkę-Przed zaśnięciem.....myślałam o tym  że wszyscy mnie zostawił że ....,jestem teraz całkiem sama-płakałam dalej
-Hej popatrz na mnie-ręką którą  gładził moje włosy teraz  podniósł mój podbródek.Tak abym spojrzała w jego oczy-Nie jesteś sama Elizabeth,jestem z tobą-powiedział,a w jego niebiańskich oczach dostrzegłam szczerość.
-Będę przy Tobie Elizo-dodał-No chyba że mnie w końcu odprawisz-puścił do mnie perskie oko.
-Nie odprawię-powiedziałam z lekkim uśmiechem-Poczekam aż będziesz miał mnie dość-odwróciłam twarz by ponownie wtulić się w jego pierś.
-No cóż Panienko-wyszeptał mi do ucha pochylając głowę-Trochę sobie poczekasz
Nie musiałam odwracać głowy by wiedzieć że się uśmiecha.Tym uśmiechem.Zarezerwowanym tylko dla mnie.
Siedzieliśmy w ciszy.Nie potrzebowaliśmy słów.Jednak musiałam zadać mu jedno pytanie.Musiałam zadać je teraz.
-Damonie?-odezwałam się cicho
-Tak Elizabeth?-zapytał 
Po chwili zwątpienia zaczęłam mówić.
-Czy Ty..czy wierzysz w duchy ?-zapytałam-Tylko proszę nie uznaj mnie za obłąkaną.
-Nigdy nie uznam Cię za obłąkaną Elizo-odpowiedział pewnie głaszcząc mnie po plecach-przecież Cię znam-dodał ciepłym głosem
Szkoda że nie całkiem-powiedziałam do siebie w myślach, gładząc kciukiem jego dłoń Czując poczucie winy ,zamykałam oczy. 
-A co do duchów,to nie chyba nie-odpowiedział-Czemu pytasz?
-Pytam ponieważ , ja a wierzę....I myślę  ..myślę że dlatego przyszli do mojego snu.Żeby powiedzieć do widzenia-Odparłam-Dlatego zmarli do mnie przyszli.Bo o nich myślałam.
Wtuliłam się w niego,tak bardzo chciałam spędzić tu wieczność.Właśnie tu,w jego ramionach.

Mam nadzieje że będziesz pamiętał o mnie.Przepraszam Damonie-powiedziałam do niego w swoich myślach-Wiedziałam że jutro,dokładnie w południe.Starszy Salvatore dowie się o mojej śmierci.
A ja się pożegnam.Wchodząc do jego snu....

Mystic Falls
Czasy obecne .

Myślał dziś o mnie,więc to jest rozwiązanie.
Czas by Elizabeth.
Weszła do jego snu....







_________________________________________
!Czytanie=Komentowanie.!
To bardzo motywuje do dalszej pracy ;)
Pozdrawiam i mam nadziej że rozdział się podobał.
/Kath ;)






czwartek, 14 sierpnia 2014

Bohaterowie

                                       Elizabeth Wiliams



                                    








 Wampirzyca
        (Posiada pierścień chroniący przed słońcem. )

            Wiek:184 lata (przemieniona w wieku 18 lat)
             Pochodzenia:Francja, Paryż.
             Języki:Francuski,angielski,włoski,hiszpański,rosyjski,polski biegle.
             Wygląd: 158cm wzrostu,chuda,blond włosy oraz niebieskie oczy.

 Kim jest ?
Przyjechała do Mystic Falls pod przykrywką.Ma za zadanie chronić oraz obserwowań poszczególne osoby.
Udaje człowieka,zwyczajną nastolatkę Belle Smith.
Jest niezwykle uzdolniona w walkach.
Przyjaźniła się z Damonem Salvatore w 1860 roku,jednak  nigdy nie zdradziła mu kim jest.
Gdy ojciec braci Salvatore zaczął podejrzewać iż z Elizą jest coś nie tak ,zmuszona była upozorować własną śmierć.Nigdy nie pożegnawszy się z przyjacielem.
 

                                    Damon Salvatore

                               


                     Wampir
(Posiada pierścień chroniący przed słońcem. )

        






 Wiek:174 lata (przemieniony w wieku 24 lat)
             Pochodzenia: Mystic Falls
             Języki:Angielski,włoski,francuski,hiszpański biegle.
             Wygląd: 180cm wzrostu,szczupły,umięśniony,brunet o  niebieskich oczach.

 Kim jest ?
Damon Salvatore jakiś czas temu przyjechał do Mystic Falls.
Przed śmiercią ukochanej obiecał jej że pomoże walczyć Stefanowi z głodem.
Jest impulsywny lecz coraz  wyłącza swoje uczucia.
Przyjaźnił się z Elizą gdy był człowiekiem,jednak po  tym jak upozorowała własną śmierć coś się w
nim zmieniło.Mimo miłości do Katherine,następnie do Eleny już nigdy nie poczuł tego samego.

                                       Stefan Salvatore


 







                     Wampir 
 (Posiada pierścień chroniący przed słońcem. )




Wiek:168 lata (przemieniony w wieku 17 lat)
Pochodzenia: Mystic Falls
Języki:Angielski,włoski,francuski,irlandzki biegle.
Wygląd: 180cm wzrostu,szczupły,umięśniony,blond włosy oraz zielone oczy.

Kim jest ?
Stefan jest młodszym bratem Damona Salvatore,próbuje się pozbierać po śmierci ukochanej.
Obiecał Elenie oraz sobie że nauczy się kontroli na żądzą krwi.
Znał się z Elize za czasów człowieczeństwa,często razem rozmawiali.

                                       Caroline Forbes


              












        Wampirzyca
 (Posiada pierścień chroniący przed słońcem. )


Wiek:18 lat (przemieniona w wieku 17lat)
             Pochodzenia: Mystic Falls
             Języki:Angielski,francuski biegle.
             Wygląd: 174cm wzrostu,szczupła,blond włosy oraz zielone oczy.

 Kim jest?
Pozytywna blondynka Caroline została przemieniona przez Katherine Pirce,
zawsze uśmiechnięta i wygadana jest niemal mistrzynią samokontroli.

                                                                Postacie poboczne

Elena Gilbert,Człowiek
                                                                       Nie żyje

Alaric Saltzman
Człowiek
                                
Bonnie Bennett 
Czarownica

Marco Romono
Wampir 
Chroniony przed słońcem
Matt Donovan 
Człowiek
Katharine Pirce
Wampir 
Chroniona przed słońcem




                                                       

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 2. Jestem Damon-ukłonił się składając pocałunek na jej wyciągniętej dłoni-Damon Salvatore..



Czekając na zamówienie,rozglądałam się po barze.
Starałam się skojarzyć przynajmniej pojedyncze osoby.
Jeśli był tu ktoś do kogo mam się zbliżyć  muszę się przygotować.Po raz kolejny przewinęłam w głowie  listę osób
którą dostałam na pendrivie oraz tą znajdującą się  w teczce.
Zazwyczaj do imion był przypisany krótki opis charakter
lub zdjęcie .Dzięki temu nie miałam problemów z zlokalizowaniem pierwszej osoby.
-Caroline Forbes-pomyślałam zerkają na wysoką blondynkę stojącą z także znaną mi osóbką
-Tylko jak ona się nazywała?-katowała się w myślach-Bon...Bonnie tak Bonnie Bennett-Przypomniałam sobie
-Chwila Bennett,co mi mówi to nazwisko-?zadumałam się po raz kolejny
-Czarownice!Tak to  jest to,czarownice z rodu Bennett'ów, jak Emily- przyglądałam się swoim dłonią w skupieniu,przed oczami miałam obraz Emily,w staroświeckiej sukience stojąca koło ruin kościoła .Uśmiechała się,to był ostatni raz kiedy ją widziała.
-Czy jeśli czarownica mnie dotknie,
naszyjnik zadziała i pomyśli że jestem człowiekiem?-
zastanawiałam się gorączkowo
-Twoje Frytki -po raz kolejny tego wieczoru usłyszałam głos Matta uśmiechającego się przyjaźniej.
Postawił przede mną  koszyk frytek i mówiąc smacznego odszedł z uśmiechem na twarzy....znowu.

-Myślisz że kim ona jest?-Zapytała Bonnie zerkając na
jedzącą blondynkę-Nikt jej nie zna,przyjeżdża  znikąd ,nie brzmi Ci to znajomo?-spytała zamyśliwszy się..
-To że Salvatore przyjechali w podobny sposób,
nie znaczy że każdy nowy mieszkaniec jest no wiesz
-ściszyła głos-wampirem-oznajmiła przyjaciółce promienna
Caroline przewracając oczami zachowanie przyjaciółki od jakiegoś czasu zaczynało ja drażnić .
-Moim zdaniem nie można jej ufać-dodałam mulatka mierząc nowo przybyłą wzrokiem zabójcy
-Jak każdemu Bon-Prychnęła Car
-Co to ma znaczyć?- napuszyła się czarownica
-To że od jakiegoś czasu masz obsesje żeby nie ufać nikomu Bonnie!-Podniosła lekko głos wampirzyca-Znajdź sobie chłopaka, upij się zrób co kolwiek poza sleńczeniem nad książkami!
-Wiesz czego szukam-wściekła się Bonnie.
-Elena nie wróci!-zirytowała się Car-Nie ożywisz jej swoimi czary mary ,daj sobie spokój-powiedziała rozzłoszczona blondynka  której obsesja przyjaciólki zaczeła już niezle działać na
nerwy przez ostatnie kilka miesięcy.
-Ja  przynajmniej co robię!-stwierdziła jadowicie Bon-Wy po prostu zapominacie-dodała po czym wybiegła z baru zastawiając wściekłą blondynkę samej sobie. Ta po chwili wachania udała się do domu.
-Od śmierci Eleny,każdy tu wariuje- westchnęła  w myślach wampirzyca  i zapinając kurtkę wyszła z baru

Całej rozmowie przysłuchiwały się dwa wampiry.Jeden kończący frytki przy stoliku nr sześć
i drugi popijając Burbona przy barze.
Przysłuchując się kłótni Caroline i Bonnie,niebieskooka rozglądała się szukając znajomy twarz,i znalazła..
Damona Salvatore.
-No cóż kiedyś to musiało się stać-uspokajała się w myślach-jest szansa że nawet nie pomyśli że jestem "podobna" do jego starej przyjaciółki a raczej że jestem jego starą przyjaciółką -
próbowała myśleć racjonalnie
-Może całkiem zapomniał że istniałam ?-pytała samą siebie,lecz w głębi duszy liczyła że tak nie jest.

Mystic Falls 
Wiosna ,1860 rok

* Cztery lata przed przyjazdem Katharine do domu Salvator'ów *

-Panienko Elizabeth cóż za zaszczyt gościć Panienkę w naszych progach-pocałowawszy jej dłoń Giuseppe Salvatore uraczył ją sztucznie serdecznym uśmiechem-Jak mniemam jest Panienka nie bywale zmęczona po tak długiej podróży-mówił dalej prowadząc ją pod ramie w stronę drzwi wejściowych.
-To prawda Panie Salvatore,podróż wykończyła mnie niebywale.Dziękuje uprzejmie za zaproszenie
do pańskiego domu,architektura jest nieziemska -uśmiechała się grzecznie doskonale zdając sobie sprawę że ten z pozoru miły człowiek przebił by ją kołkiem bez najmniejszej chwili wahania gdyby dowiedział się kim jest-Czy mogłabym udać się na krótki spoczynek?-Zapytała serdecznym tonem
-Ależ oczywiście-odparł Pan domu-Nie się Panienka czuje jak u siebie w domu,kolacje służba podaje za równą godzinę-stwierdził otwierając swój kieszonkowy zegarek.Melisa jedna z służących  zaprowadzi Ciebie i twoją towarzyszkę do pokoi.-Dziękuje Panie-ukłoniła się i dała zaprowadzić do pokoju.
Wampiry nie męczy podróż więc Elizabeth postanowiła przebrać się.Mimo że obyczaje 
nakazywały by to służba przebierała panienki i damy Eliza nie lubiła zwyczajów więc oprócz zawiązania gorsetu przy czym musiała pomóc jej służba ,ubrała się sama.

Spacerują po ogrodzie zatrzymała się w białej altance znajdującej się na małej górce w ogrodzie Salvator'ów. Nagle usłyszała bicie serca,ktoś stał za nią.
Odwróciła się przestraszona.
-Przepraszam,nie chciałem wystraszyć Panienki-  tłumaczył się wysoki brunet o niebieskich oczach-Jestem Damon-ukłonił się składając pocałunek na jej wyciągniętej dłoni-Damon Salvatore.
Wstała i dygła unoszą przy tym lekko sukienkę
-Elizabeth Wiliams -uśmiechnęła się lekko,gdy ich oczy się spotkały.

Wspomnienia uderzyły w nią niczym pocisk z karabinu.
Nigdy o nim nie  zapomniała.
Bo jak  można zapomnieć faceta który niegdyś był najlepszy przyjaciele.
I jak można zapomnieć o chłopaku który płakał gdy dowiedział się o twoje śmierci ?
Który wcale nie wstydził się wtedy łez.?
Nie można.
Wiedziała że powinna modlić się żeby uwierzył w "Belle Smith" dziewczynie podobnej do starej przyjaciółki.
Jednak w głębi duszy,tak bardzo chciała powiedzieć mu prawdę i przeprosić za kłamstwa.
Ale nie mogła.
Teraz jest kimś innym,zagra sobowtóra samej siebie najlepiej jak będzie można.
Zagra zwykłą dziewczynę.
Która nic nie wie.
To było jej postanowienie.
Ma zamiar go dotrzymać
Akt pierwszy czas rozpocząć.


Skończywszy swoje frytki Bella postanowiła że nie przetrwa tego dnia...bez mocnego drinka.
Za dużo rewelacji na raz.Salvatore w barze tylko pogorszył sprawę.
Podeszła do barku jak gdyby nigdy nic i usiadła na długim stołku.
-Proszę martini z lodem-powiedziała do barmana
-Już się robi-szatyn uśmiechną się zalotnie-To będzie-powiedział podając  jej trunek
-Na koszt firmy-dodał urzeczony jej urodą


 -Dziękuje-mrugnęła zalotnie wampirzyca,a rozanielony barman poszedł przyjmować zamówienie
zmęczonego faceta siedzącego na drugim końcu barowego stołu.
-Więc umiesz owijać sobie facetów wokół palca-powiedział do niej głos z dawny lat,kiedyś miły
i szczery teraz seksowny z łobuzerską nutką-Ta umiejętność się przydaje ?
Spojrzała w prawą stronę,tylko jeden jedyny stołek dzielił ją od miejsca gdzie
starszy Salvatore spożywał trunek.
Wpatrywał się w szklankę.Ani  razu na nią nie spojrzał.
-Bardzo-stwierdziła że musi odpowiedzieć-Zwłaszcza gdy dostaje darmowe drinki-
uśmiechnęła się zwodniczo blondynka.
A na dźwięk jej głosu Salvatore podniósł wzrok a gdy ich spojrzenia się
spotkały,źrenice bruneta zwęziły się.Wyglądał jakby zobaczył ducha.-Elizabeth?-wyszeptał niemal nie słyszalnie
Wampirzyca starała się nawet nie drgnąć na dźwięk swojego prawdziwego imienia.
-Słucham?-Zapytała marszcząc nos
Była doskonalą aktorką.
-Wybacz,jesteś szalenie podobna do dziewczyny którą kiedyś znałem-powiedział po czym
zaskoczona mina zmieniło się w arogancki uśmieszek
-Och zazwyczaj tak jest -odparła nie zrażona-Podobno mam "znajomą twarz"-uśmiechnęła się
kłamiąc jak z nut.
Jednak martwe serce jakby zabiło mocnej na jego słowa.
Pamiętał ją.
Jedyną jej nadzieją było unikanie go,przy każdej możliwej okazji.

 *Perspektywa Damona*

-Zwłaszcza gdy dostaje darmowe drinki-usłyszał,a jej głos był tak znajomy.
Gdy na nią spojrzał,coś w nim pękło.Przez kilka sekund pod wpływam zaskoczenia powróciły uczucia.
-Elizabeth?-Zapytał zapominając o swoich zasadach.
O kpiącym tonie,seksownym spojrzeniu.
Zaskoczenie,mocniejsze niż kiedykolwiek.
-Słucham?-zmarszczyła nos
-To nie ona -upomniał się w myślach-Ona nie żyje idioto-przypomniał sobie
-Wybacz,jesteś szalenie podobna do dziewczyny którą kiedyś znałem-powiedział po czym
zaskoczona mina zmieniła się w arogancki uśmieszek
-Przeprosiłem ją?!-zapytał jednocześnie karcąc się w myślach-Damon Salvatore nie przeprasza!-przekonywał samego siebie
Wtedy już wiedział,musi się zbliżyć do tej dziewczyny.
Prędzej piekło zamarznie niż Damon Salvatore okaże słabość,niż
kolejna kobieta okaże się jego słabością.
Zdobędzie jej zaufanie.
By ostatecznie pokonać słabość.
Musi ją zabić.







Czytanie=Komentowanie 






wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 1 "Telefon,kosmetyki, portfel,torba termiczna z torebkami krwi..."

Stefan uważne obserwując rudą ,która wydawała się
poruszać wolno i zmysłowo tylko po to by doprowadzić go
do szału,starał się nie oddychać.Jej krew pachniała oszołamiająco. Z całych sił próbował powstrzymać się od rzucenia się na nią.A powiedzmy sobie szczerze, dziewczyna stając przed nim i ocierając
ręka swoją zakrwawioną szyje.... wcale nie pomagała.
Spięty wampir nawet nie drgnął.
-Nie broń się słoneczko -usłyszał głoś jednej z dziewczyn  dobiegający zza
 pleców-Wiesz że tego chcesz-wyszeptała
Kiedy został otoczony przez wszystkie cztery kobiety?Nie wiedział.
-Ciepłej-szeptała mu do ucha blondynka głaszcząc go po policzku
-Świeżej -wymruczała gładząca go po ręce szatynka.
-Krwi-dopowiedziała ruda patrząc mu w oczy.
Damon przyglądał się sytuacji w skupieniu z wyrazem satysfakcji malującym się na twarzy.
 Studentka o rudych włosach wzięła rękę którą de tej pory uciskała ranę zrobioną na szyi  przez starszego Salvatore i wyciągnęła zakrwawioną dłoń w stronę walczącego z pragnieniem wampira.
-Wiemy że tego chcesz-powiedziały jednocześnie cztery kobiety.
I w momencie gdy ruda zbliżała krwawą dłoń do policzka Stefana,a jego twarz przybrała
demoniczny wyraz ,szepty kobiet przerwał poważny głos Damona  wypowiadający jedno słowo opanowanym głosem.
Komendę Stop.
Kobiety odsunęły się od młodszego wampira i wyszły z pomieszczenia kierując się w stronę kuchni.
-No cóż-skokietował Damon zapinając koszule i podchodząc do brata-było lepiej niż poprzednio
-Nie dałeś mi szansy-stwierdził Stefan łapczywie biorąc oddech
-O dałem Ci szanse!Tyle że przegrałeś w momencie w którym znieruchomiałeś czekając aż Cię sprowokują-krzykną Damon
-Powstrzymał bym się-stwierdził młodszy Salvatore pochylając się i ciężko dysząc położywszy dłonie na kolanach
-Obiecałem Elenie że pomogę Ci za wszelką cenę-powiedział Damon patrząc w oczy już wyprostowanemu Stefanowi-I to obietnica której muszę dotrzymać,nie każ mi tego żałować-dopowiedział
po czym ostatni raz spojrzał na brata,i wyłączył emocje.By ułamek sekundy później zniknąc w wampirzym tempie.
-Typowe-pomyślał Stefan-nawet na wzmiankę o niej tak robi-westchnął po czym
usiadł na fotelu.
-Miejmy tylko nadzieje że nie przeleją się dziś  przez to krew niewinnych-dodał patrząc w sufit by odpocząć
pogrążając się w wspomnieniach.

-Już jesteśmy-powiedział męski głos zza ciemnego szkła oddzielającego pasażera  na tylnym siedzeniu od kierowcy.
Otworzyła oczy,musiała przysnąć wenerują listę "Mieszkańców Mystic Falls" czyli prawdopodobnie najnudniejszą listę osób żyjących na tej ziemi na ziemi .
-Tu będzie Panienka mieszkać- powiedział głos odrywając się po raz drugi.
Kierowca otworzył jej drzwi i podał rękę by mogła wysiąść z samochodu.
-Dziękuje - odpowiedziała niebieskooka uśmiechając się
-Walizki Panienki już tam czekają- odpowiedziała kłaniając się-Życzę dobrej nocy-dodał po czym pocałowawszy dziewczynę w rękę wręczył jej  klucze do domu i odjechał .
Z torebką zawieszoną przez ramię,laptopem w drugiej torbie  i teczką pod pachą ruszyła w stronę białego ganku.
Na skrzynce na listy było napisane "Gilbert" to prawdopodobnie nazwisko byłych właścicieli,no cóż niech zostanie najwyżej nie będzie otrzymywać własnej  poczty.
Otworzyła drzwi,ukazały jej się drewniane schody prowadzące na piętro,salon, dalej kawałek kuchni i stołu z jadalni.Na komodzie koło schodów leżały zdj,wszystko po
poprzednich właścicielach należało teraz do niej,kupiła a raczej kupiono jej  dom z meblami i wyposażeniem.Resztę bardziej prywatnych  rzeczy poprzednich właścicieli  jak np zdjęcia czy ubrania w szafach ,mogła zachować lub po prostu wyrzucić.Nic już nie będzie potrzebne ludziom kiedyś zamieszkujących ten dom ,między innymi dlatego że wszyscy nie żyją.
Jej walizki znajdowały się na środku salonu,ale była zbyt zmęczona żeby się nimi zając.
Musiała coś zjeść.Nie miała ochoty na ludzkie jedzenie ale "trzeba zachowywać pozory".

*Zmiana narracji*

 -Ok-powiedziałam do siebie-zobaczmy gdzie ludzie jedzą w tej dziurze.
 Muszę wyjaśnić kilka rzeczy mianowicie....uwaga gotowi?
Bum ! Jestem wampirzycą.Zaskoczeni?
Nie jesteście jedyni.A teraz krótkie streszczenie.
Noszę pierścień który chroni mnie przed słońcem.Przyjechałam
do Mystic nie tylko udawać "Belle Smith" o nie to nie takie proste, mam udawać  "Człowieka Belle Smith" .Pomyślał
by kto że 184-letnia wampirzyca musi się udawać człowieka nie tylko jak zwykle przed ludźmi,lecz przed
wampirami zamieszkującymi to miasto także.Zaprzyjaźniona wiedźma,dała mi naszyjnik który jest niezbędny w mojej "misji" .
To jakby "zasłona dymna" kiedy go noszę,pachnę jak człowiek,moje serce zdaje się bić i nikt absolutnie nikt nie może poznać że
jestem wampirzycą.No chyba że będę na tyle głupia że sama się zdradzę.

Otwierając laptopa wpisałam w wyszukiwarkę : 
Bary i Restauracje w Mystic Falls
I w ten oto sposób trafiłam na stronę internetową"Mystic Grill". Na owej stronie znajdowała się mapa,meni oraz spisz dostępnych alkoholi.Nie zastanawiając  się dłużej postanowiłam
przebrać się i wyruszyć w drogę.Ale najpierw prawdziwa kolacja.Rozpięłam torbę z którą zazwyczaj podróżuje i ukazały mi się rzeczy które niemal  zawsze mam przy sobie.Rzeczy  jak telefon,kosmetyki,
portfel,torba termiczna z torebkami krwi...i tak daje i tak dalej.Poszłam do kuchni w poszukiwaniu kubka lub szklanki by kulturalnie wypić życiodajny napój. Stanęłam na palcach by otworzyć
jedną z górnych szafek i wciąwszy najzwyklejszy czarny kubek  miałam zamiar wrócić do pokoju,jednak coś mnie zatrzymało.Rzucił mi się jednak w oczy niebieski kubek z serduszkiem i napisem Kochana Elena.
Były to jedna z tych kubków które kupujesz w sklepie z pamiątkami.Dalej kubki  z napisami Urwis Jeremi,Zakręcona Miranda i Poważny Grayson.
-Jak słodko -pomyślałam z przekąsem-Cała rodzinka w komplecie- przewróciwszy oczami wróciłam do salonu.Napełniłam kubek oparłam się rękami o oparcie białej kanapy  po czym wypiłam zawartość  naczynia niemal jednym chlustem.
-No cóż- westchnęłam-To by było na tyle jeśli chodzi o "dobre maniery"-upomniałam się w myślach.
Poszłam wziąć szybki prysznic,sam prysznic był szybki jednak co najmniej 10 minut zajęło mi szukanie łazienki.
Odnowiłam makijaż,przebrałam się w obcisły czarny top (Jestem chuda ,mam czym oddychać więc czemu tego nie eksponować ? )  ,równie czarne botki (obcasy stanowią większą częśc mojej garderoby gdyż  mam jedynie 158 cm wzrostu),dżinsowe rurki z dziurami oraz skórzaną kurtke dopełniającą stylizacje i ruszyłam w stronę którą pokazywała mapka ,a zaczej jej zdj w telefonie.Doszłam w
niecałe 15 minut
droga była banalnie prosta.Pewna siebie,weszłam do Grilla a większość spojrzeń skierowało się na mnie.Dziękowałam Bogu że gra muzyka,
bo jestem prawie pewna że na mój widok większość rozmów ucichła i zaoponowała by niemal kompletna cisza.To by dopiero było niezręczne.Nie zrażona ruszyłam w stronę wolnego stolika,dzięki wampirzemu słuchowi słyszałam
większość rozmów na mój temat.Prawie wszystkie brzmiały podobnie, "Kim ona do cholery jest?" , "Ale laska!" "Wiesz coś o niej?" "Mieszka tu ?".
Uśmiechnęłam się lekko pod nosem.
-Cześć jestem Matt-odezwał się blondyn w uniformie uśmiechając się przyjaźnie-Co mogę podać  ?
-O Cześć - uśmiechnęłam się-Hm....jeszcze nie zdążyłam zaglądnąć do karty ,co polecasz?
-No cóż-wypuścił powietrze-Podobno mam genialne frytki-uśmiechnął się
-A więc proszę frytki-Odpowiedziałam uśmiechem
-Już się robi-uśmiech nie  schodził mu z twarzy,
-Dzięki-uśmiechnęłam się lekko
Odpowiedział uśmiechem.
Odszedł szybkim krokiem w stronę kuchni zostawiając mnie z jednym pytaniem krążącym po głowie.
Czy wszyscy się tu tak często uśmiechają....?











poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Prolog

-Nuda,nuda i jeszcze
raz nuda -pomyślałam ,odgarniając moje blond włosy z czoła i wystukując palcem rytm
dobiegający z słuchawek.
-Ile może trwać podróż z lotniska ?-narzekałam w myślach
wpatrując się w krajobraz rozciągający się zza przyciemnianej szyby.
W ciągu  samej podróży samochodem  zdążyłam już
 chyba z cztery razy przesłuchać wszystkich piosenek znajdujących się na telefonie, dwukrotnie
przeczytać tekst znajdujący się w
teczce którą otrzymałam dziś rano,trzykrotnie przestudiować w myślach informacje na temat miasteczka oraz co najmniej czterokrotnie przypomnieć sobie listę rzeczy które wpakowałam do walizek.A teraz byłam już niesamowicie znudzona.
-No dobra-pomyślałam z westchnieniem -zgłębmy
jeszcze raz tego" potwora".
Ponownie dzisiejszego dnia wzięłam do rąk
z pozoru zwykłą teczkę i spojrzałam na pierwszą stronę.Pierwszą rzeczą która rzucała się w oczy na owej kartce,był spory wytłuszczony czarnym drukiem nagłówek.Nagłówkiem tym było jedno słowo.Tożsamość.
Na tej kartce znajdowały się szczegółowe informacje
na temat osoby którą za kilka godzin się stanę.
Na temat mojej fałszywej tożsamość.
Według niej mam na imię Bella Smith.
-No cóż jedno jest pewne-pomyślałam z przekąsem- ktoś kto wymyślał te dane kreatywnością nie grzeszy,Smith serio ?-przewróciłam oczami i ponownie skupiłam się na lekturze.
Urodziłam się w 1996 roku
w Kalifornii,moi rodzice zginęli w katastrofie lotniczej pół roku temu.
-Cóż za oryginalność- prychnęłam
Nauczyłam się tych danych już tydzień wcześniej,jednak
nie mogłam się powstrzymać od kąśliwych uwag .
W biurowej "folijce" gdzie znajdowała się kartka z
"moimi" danymi umieszczone zostały się również
fałszywe dokumenty jak dowód czy legitymacja .
Dalej karta szkolna, ze równie fałszywym spisem ocen z po
przedniej szkoły do której nigdy nie chodziłam i tak dalej i tak dalej.
Ostatni plik spiętych ze sobą kartek nie był
wcale ciekawszy od spisu ocen czy "mojej" biografii jednak równie niezbędny,znajdowały
się tam skrócone informacje o mieszkańcach
Mystic Falls.Pisało tam między innymi kto jest burmistrzem,kto szefem policji,kogo mam poznać
a kogo unikać jak ognia.
Jednak w owej teczce znajdowało się coś jeszcze,jedyna jedyna rzecz
przyciągająca moją uwagę.A mianowicie ,mały czarny pendrive.
To na nim znajdowały się informacje,przez które właśnie zbliżam się
do mrocznego Mystic.Na tym mały urządzeniu znajdowała się
lista osób do których za wszelka cenę muszę się
zbliżyć,lista osób które muszę chronić,oraz tych które muszę zabić.
Każdy odgrywał swoją role,reszta ma przyjść z czasem.

Dirty, rotten, filthy, stinkin...!!

Dźwięki gitary i słowa wokalisty dobiegały z starego pensjonatu
zamieszkanego przez dwóch braci.
Na środku nieziemskiego lecz zdanie
jednego z braci
nieco kiczowatego salonu,Damon Slavatore w rozpiętej koszuli  wraz z
czwórką pół nagich,pogryzionych kobiet tańczył
i bawił się w najlepsze z butelka whisky w jednej
i przyciśniętym do ust nadgarstkiem pewnej szatynki drugiej ręce.

Swingin' in the living room,swingin' in the kitchen....

Z wierzy stereo rozbrzmiewały głośne basy.
I....
nagle muzyka ucichła.
-Dobrze się bawisz? - zapytał głos rozdzierając cisze panująca po nagłym
wyłączeniu sprzętu.
-Uwaga panie-rzekł lekko wstawiony już brunet odrywając zęby od nadgarstka dziewczyny-Przyszedł sztywniak, który psuje imprezy-oznajmił z szyderczym uśmieszkiem
-Jeśli imprezą nazywasz karmienie się zauroczonymi studentkami -oznajmił młodszy Salvatore zakładając ręce -to tak jestem sztywniakiem który psuje zabawę-odpowiedział
Stefan wzruszywszy ramionami .
-Mówiłem-zwrócił się do Rudej dziewczyny
z pogryzionymi rękami i krwawiącym udem-sztywniak.
Ta tylko uśmiechnęła się zalotnie.Salvatore poglaskal dziewczyne po poliszku by po chwili przylorzyc wampirze kly do je szyji,pozostawiajac krwawiaca rane.
-A teraz -dodał starszy z braci chwytając twarz rudej studentki w
ręce -Idz do niego i zrób to czego Cię uczyłem-powiedział
a jego ton stał się chłodny gdy patrząc jej w oczy
wydał polecenie.
-Co Ty planujesz ? -zapytał Stefan, nie spuszczając wzroku z
zauroczonej przed momentem ,zbliżającej się do niego powolnym ,seksownym krokiem dziewczyny.
-Próbuje Cie jakby to powiedzieć-zaczął
Damon,przykładając sobie dłoń do twarzy
w teatralnym geście zastanowienia-rozruszać.Wykonał znaczący gest brwiami dwukrotnie podnosząc je i opuszczając
.
A na jego twarzy pojawił się arogancko
cwaniacy uśmieszek.